Witam
Nie, nie będzie o celowości pozostawienia (bądź nie) Krzyża upamietniającego ofiary Tragedii Smoleńskiej pod Pałacem Namiestnikowskim. Przecież ma w tym miejscu - zgodnie z zapowiedzią władz, w tym i Nowego "Prezydenta" - powstać jakaś "przestrzenna konstrukcja artystyczna", która w sposób godny zostawi w tym miejscu "naszej, polskiej pamięci ślad" po tylu wybitnych i tragicznie zmarłych naszych rodakach.
Nie będzie to też tekst o samej symbolice Krzyża i jego eucharystycznej bądź pozareligijnej wymowie oraz nie będą w nim również zawarte sugestie, co do najodpowiedniejszego dla Krzyża miejsca "przebywania".
Będzie to krótki tekst o tchórzach, którzy wykreowany przez nich samych problem "prezydenckiego krzyża" chcą "rozwiązać cudzymi rękami", wykorzystując do tego w perfidny sposób młodych, często ideologicznie "czystych", Polaków.
Przez ostatnie lata z narastającym rozgoryczeniem i smutkiem patrzyłem na rządzące Polską pseudoelity polityczne. Patrzyłem na tych ludzi i widziałem jak z dnia na dzień kurczą się. Stają się coraz bardziej mali i miałcy, żenujący, śmieszni i tragikomiczni. Wzbudzali we mnie coraz większy wstręt, obrzydzenie i pogardę oraz... poczucie wstydu, że My wszyscy, Polacy pozwoliliśmy im na bycie "u władzy", pozwoliliśmy na reprezentowanie Nas.
Dzisiaj do tych wszystkich określeń muszę dołączyć jeszcze jedno, które już od dawna próbowałem w jakiś sposób wyartykułować i je wskazać: od bowiem bardzo dawna, niemalże od początków rządów PO, ale i jeszcze z małymi wyjątkami wcześniej, czyli od Nocnej Zmiany w 1992 roku, "okrągłego stołu" czy nawet chyba od czasów tuż powojennych... rządzą Polską, rządzą Nami POSPOLICI TCHÓRZE!
Tak właśnie... cały okres komunistyczny i cały okres tzw. "wolnej Polski" po 1989 roku to okres królującego na szczytach władzy strachu. Wydawało się, że chociaż połowiczne pokonanie Komuny ten strach stłamsi... ale nie On tkwił w niemalże każdym, kto ocierał się o władzę i rządzenie Polską.
Obecna - powtarzam: wykreowana przez Nowego Prezydenta i tylko jego - walka o Krzyż tylko utwierdza mnie w tym przekonaniu i powoduje, że ze smutkiem spoglądam na przyszłość Polski i Polaków.
Dlaczego tak sądzę i uważam, że rządzą nami - akurat teraz w kontekście zamieszania wokół Krzyża Prezydenckiego - pospolici tchórze?
1. Przede wszystkim dlatego, że czymś dosłownie kuriozalnym i naprawdę niegodziwym było rozpoczęcie "urzędowania" przez Namiestnika, czyli "Nowego Prezydenta RP" od zapowiedzi usunięcia Krzyża spod Pałacu Namiestnikowskiego (dawniej Prezydenckiego). Przecież było jasne, że taka zapowiedź MUSI w Polsce spowodować opór i eskalację konfliktu o krzyż. To było nie do uniknienia! Po co więc "Nowy Prezydent" z premedyrtacją chciał "stworzyć" swoją zapowiedzią Nowy Konflikt polsko-polski? Jeszcze raz powtórzę... nawet idiota będący na stanowisku "prezydenckim" i mający jakąś wiedzę (lub doradców z tą wiedzą) historyczną wiedziałby, że zapowiedź publicznego usunięcia krzyża spowoduje konfilkt społeczny!!! Więc jasne jest, że "Nowy Prezydent" tego konfliktu chciał (lub chcieli tego konfliktu jego przełożeni).
Po co?
Może dlatego, żeby łatwiej zarządzać skłóconym "polskim pospólstwem"?
Może dlatego, że "Nowy Prezydent" stara się - pomimo jakiejś budującej zgody - jednak zatomizować Polaków i ich już doszczętnie spauperyzować i wspólnotowo rozbić (niech sami się wyniszczą własnymi rękoma...)?
Może dlatego, żeby znaleźć temat zastępczy i przykrywający tragiczną ekonomiczną sytuację Polski, która znajduje się na skraju gospodarczego (w tym finansowego) bankructwa?
Może dlatego, żeby oddalić czasowo wyjaśnienie prawdy o faktycznych ewentualnych przyczynach tragedii smoleńskiej i roli jaką mogły w niej ewentualnie odegrać zaróno dawne WSI, on SAM czy Rosja z Putinem?
Może dlatego żeby zatrzeć tą pamięć o prawdziwym prezydencie śp. Lechu Kaczyńskim, który okazał się być Mężem Stanu i którego żegnały mliony Polaków? (po co - wobec własnej małości - pielęgnować wielkość innych, która tą małość jeszcze pogłębia i bardziej uwidacznia?)... itd...
Teraz w sumie to nieistotne...
2. Również dlatego, że "Nowy Prezydent" i rząd podjęli wspólnie z przedstawicielami Kościoła i harcerzy decyzję o przeniesieniu krzyża. Nastąpiła nieudana próba realizacji owej decyzji. Obrońcy Krzyża - wobec braku gwarancji o innym spospbie upamiętnienia ofiar tragedii smoleńskiej - obronili Krzyż i nie pozwolili go usunąć. Bronią go tak do dziś. Wydawać by się mogło, że przecież w ogóle nie musiało dojść do tej eskalacji: "Nowy Prezydent" mógł jeszcze trochę zaczekać, powstałby projekt jakiegoś obelisku, zostałby wykonany i w tym samym dniu możnaby przenieść krzyż i zainstalować obelisk.... Ale przecież tu nie chodziło o pokojowe i pojednawcze rozwiązanie tej sprawy. TU OD POCZĄTKU CHODZIŁO O SPOROWOKOWANIE KONFLIKTU SPOŁECZNEGO! Bo gdyby nie, to już dawno władza swoimi siłami ten krzyż by przeniosła...
3. Wydanie zgody na Manifestację przeciwników Krzyża w dniu 9 sierpnia 2010 roku od godz. 23 jest już tylko potwierdzeniem WIELKIEGO TCHÓRZOSTWA Namiestnika i rządu a jest ironiczna i pogradliwą GRĄ na Polakach ich zwierzchników! "Nowy Prezydent", rząd RP i ich Zwierzchnicy chcą doprowadzić do - być może krawawego - konfliktu Polaków z Polakami wykorzystując do tego celu młodych, nieświadomych niczego ludzi i kilku nędznych - kreujących się na młodych buntowników - prowokatorów. CZYŻ TO NIE JEST TCHÓRZOSTWO WŁADZY CZYSTEJ POSTACI ORAZ JEJ PERFIDIA I CYNIZM? A to niereagowanie policji na nocne pijackie burdy i zaczepki "inteligentnych inaczej" wobec bezbronnych starszych kobiet?, to zaciemnianie miejsca, gdzie stoi Krzyż i jego obrońcy... czyz to tez nie przejaw tchórzostwa i cynizmu władzy
Apeluję więc do młodych Polaków! Przez ostanie lata karmieni byliście "medialną papką" niespełnionych cudów i obietnic, sterowano oraz manipulowano wami jak "pacynkami i kukiełkami", w imię europejskości próbowano stworzyć z Was barwne stado bezmyślnych, ale zadowolonych quasi baranów... z uśmiechem idących wszędzie tam, gdzie Wam wskażą!
Czy dalej dacie SOBĄ manipulować? Znów pójdziecie jak to stado zmanipulowanie przez prowokatorów, którym jeszcze za to płacą? Nie czas zacząć mówić NIE! i stać się SOBĄ, czyli myślącym samodzielnie (a nie stadnie i w sposób medialnie oraz prowokacyjnie Wam nakazany) Człowiekiem?
Czy Wy naprawdę myślicie, że bez przyzwolenia władz albo i wprost ich zaleceniu moglibyście tak swobodnie zorganizowac sobie demonstrację o 23 w Warszawie i w dodatku mogącą stać się zarzewiem krwawych zajść? Czy nie widzicie, że jesteście manipulowani i próbuje Was się perfidnie wykorzystać... jak bezwolne istoty?
Złudne wrażenie, że na coś sie wpływa, o czymś sie decyduje, coś sie kreuje jest "socjotechnicznym" zabiegiem mającym za celu zniewolenie jednostki, nawet wybitnej. Z wolnością nie ma to nic wspólnego. Jest to z tej wolności kpiarstwo i szyderstwo. Pamiętajcie o tym podejmujac decyzję o uczestnictwie w owej prowokacji... przemyślcie to i zacznijcie samodzielnie a nie stadnie - na zasadzie spędu FB - MYŚLEĆ!
Gdy człowiek - jednostka, jest "pozbawiona możliwości myślenia" lub przestała już posiadać taką umiejętność; pozbawiona jest możliwości lub umiejętności zastanawiania sie nad własnym sobą, losem świata i narodów... staje się bezwolnym, pustym komunikatorem racji innych. Przestaje być w ogóle Kimś, przestaje być dosłownie warta określenia: Homo Sapiens!.
------------------------------------------------------------------------
Na zakończenie kilka cytatów o istocie tchórzy i tchórzostwa...
"Tchórzostwo jest matką okrucieństwa" (Michel Montaigne). I w okrutny sposób, siłą zaprowadzono w Polsce Komunizm. I okrucieństwem fizycznym i psychicznym utrzymywano nasz kraj w szponach tego zbrodniczego systemu. I teraz w sposób okrutny i brutalny chce się doprowadzic do konfilktu społecznego z powodu sztucznie wykreowanego problemu Krzyża Prezydenckiego...
"Tchórzem, prawdziwym tchórzem jest tylko ten, kto boi się własnych wspomnień" (Elias Canetti). I owych wspomnień chciał się pozbyć T. Mazowiecki oddzielając haniebną przeszłość "grubą kreską" (lub linią). Owych wspomnień do dziś boją się dawni komunistyczni działacze, agenci, tajni współpracownicy, zdrajcy Polski i egoistyczni oraz cyniczni i bezduszni hipokryci. Ten strach wynosił więc na piedestały W. Jaruzelskiego, L. Wałęsę, A. Kwaśniewskiego. Ten strach rodził agresję wobec PRAWDY, on też nakazywał ową prawdę relatywizować, fałszować, zmieniać oraz wmawiać ludziom, że zło jest dobrem... Ten strach przed wspomnieniami i przed własną małością rodzi tez agresję wobec Krzyża Prezydenckiego i zmusza Tchórzy do podejmowania działań zacierających pamięć o Tragedii Smoleńskiej...
"Kłamstwo posiada wiele aspektów: niedopowiedzenie, półprawda, oczernianie... Ale zawsze jest bronią tchórzy" (Josemaría Escrivá de Balaguer). I ostatnie 20 lat to właśnie niedopowiedzenia, półprawdy a już rządy PO to pasmo kłamstwa i oczerniania inaczej myślących. Tylko tchórze walczą bronią oczerniania innych. Jakże poznaliśmy tych tchórzy z PO, Czerskiej, którzy ze strachu oczerniali i szydzili z Prezydenta L. Kaczyńskiego, ośmieszali nas, dezawuowali polskość stwierdzając nawet, że "to nienormalność". Jakże poznajemy ich teraz, po tragedii smoleńskiej... Jakże kuriozalne więc wydaje się dawanie orderów za okłamywanie, niedopowiedzenia, półprawdy i co najmniej opieszałość w prowadzeniu śledztwa dotyczącego tragedii smoleńskiej... Jakże tchórzliwe jest oczernianie obrońców Krzyża i robienie z nich fanatyków oraz agresorów skoro tchrzliwmi gfanatykami i agresorami są Nasi Rodzimi Rządzący Tchórze!
"Nie lubię takich, którzy atakują, kiedy przeciwnik jest do nich odwrócony plecami [...]. Tak robią tylko śmierdzące tchórze i szumowiny..." (Joanne Kathleen Rowling — Harry Potter i Czara Ognia - Szalonooki Moody). Jakże przykre jest widzieć te z furią i nienawiścią atakujące J. Kaczyńskiego tchórzliwe szumowiny w stylu: Niesiołowskiego, Bartoszewskiego, Kutza oraz wielu innych przedstawicieli III RP i michnikowszczyzny... Jakże trzeba być tchórzliwą kreaturą żeby atakować słwonie i czynnie fizycznie bezbronnych, modlących się ludzi, starsze kobiety! Jaką to trzeba być tchórzliwą kreaturą, żeby nasyłać na nich młodych, sztucznie napakowanych gniewem ludzi. Mam nadzieję, że Wy - ta resztaka myślacych, do których się zwracam - do nich nie należycie...
"Nic bardziej nie czyni człowieka tchórzliwym i pozbawionym sumienia niż chęć podobania się wszystkim" (Marie von Ebner-Eschenbach). I ostanie lata to polityka miłości D. Tuska. Podszyta strachem i kreująca jeden kochany, kolorowy i bezproblemowy świat, pełen Cudów. Ten strach i chęć podobania się wszystkim widać też wyraźnie w obecnych gestach i uniżoności wobec Rosji. Tylko tchórz boi się prawdy, tylko tchórz boi się zadawać pytania aby czasem nie zdenerwować tego, do którego one są kierowane. Tylko tchórz zawsze uklęknie, gdy poczuje przemozny strach... a ten strach do rządzących płynie... i ze Wschodu ("putinowo"), i z Zachodu (kasa "wiecznych wędrowców"), i ze srodka (chpłcy ze WSI)...
"Nie drażnij rekina bo rekin cię wydyma" (zasłyszane)... I rzucają więc ONE rekinowi na pożarcie nie część siebie, ale składają ofiarę z obcego im baranka, z Polski! A w rtym wypadku (agresji na krzyż i prowokacji) z Was samych, młodych Poalków dających sie manipulować i prowokować!,
"Zdarzają się sytuacje, w których być rozsądnym znaczy być tchórzem"(Marie von Ebner-Eschenbach). Jakoś tak nie mogę oprzeć się wrażeniu, że ów kreowany rozsądek, poprawność polityczna, realizm geopolityczny i religijny, ta świeckość, ta nienawisć wobec krzyża (a dlaczego nie wobec Gwiazdy Dawida, która przez lata "niemal górowała" nad Warszawą?) ... w obliczu zaciemniania śledztwa w sprawie tragedii smoleńskiej oraz obcej nam świeckiej europeizacji oraz wobec właśnie tej sztucznej walki o Krzyż Prezydencki... jest właśnie czasem tłumaczenia tchórzostwa rozsądkiem...
Niestety
"Kto nie chce być bohaterem świętości, ten staje się tchórzem grzechu" (Stefan kard. Wyszyński). Jakże to cechuje ludzi bez wartości, którzy nawet nie potrafią uszanować zmarłych, nie potrafią uszanować wartosći i wiary innych ludzi, ich symboli - nie potrafia uszanować tradycji, kultury i historii własnego Narodu, swoich przodków... Komu przeszkadza religia i symbolika dobra, szlachetności, altruizmu i miłości?
Pamiętajmy więc, że
"największym nieszczęściem nawet porządnych ludzi jest tchórzostwo" (autor nieznany) oraz, że
"przychodzi moment, że na odwagę jest za późno. I wtedy - tchórz staje się szlachetną świnią" (Władysław Grzeszczyk — Parada paradoksów). Bez komentarza...
------------------------------------------------------------------------
Jak wiele mądrych rzeczy zostało więc już - jak widac wczesnie powiedziene przez innych - wielu mądrych ludzi. Jak dobrze nieraz je przypomnieć. I poszukać także w nich nadziei i optymizmu na przyszłość...
------------------------------------------------------------------------
"Życie jest rumakiem, który nie znosi tchórzliwego jeźdźca" (Iason Evangelu). To dla naszego, Polaków, pokrzepienia.
"Los lęka się dzielnych, nęka tchórzliwych" (Seneka). To dla trwania naszej nadziei i wiary w Opatrzność, sprawiedliwość losu, bo przecież dobro zawsze zwycięża!
"Z trwogi narodu rzadko rodzi się tchórz" (Lec Stanisław Jerzy). Dlatego tak tchórze boja się Jarosława Kaczyńskiego i Polaków jako nidgdy niepokonanych oraz Krzyża jako symbolu zwyciestwa nad złem!
Pozdrawiam
Przeczytałem to jeszcze raz. Nie chcę być nigdy tchórzem! A Wy?
P.S.
W tekście wykorzystałem też niektóre treści zawarte w mojej notce z maja 2010 roku, pt.:
"Tchórze"
ZOSTAW ZA SOBĄ MĄDROŚCI ŚLAD... kjahog@gmail.com
Tak dla ukojenia emocji i zrozumienia, co w przemówieniu J. Kaczyńskiego na zjeździe Solidarności wywołało wściekłość III RP i jednej pani...
Poniżej stenogram z wystąpienia premiera Jarosława Kaczyńskiego na jubileuszowym Zjeździe "Solidarności" z okazji 30 rocznicy "Solidarności", 30 sierpnia 2010 r.
"Wiem, że przemawiam niejako w zastępstwie mojego śp. brata. Wiem, że gdyby nie przedwczesna, tragiczna śmierć, byłby tutaj, przemawiałby tutaj, sądzę, że miałby bardzo wiele do powiedzenia. Nie ma go już wśród nas. Ale nawiążę do słów pana przewodniczącego Śniadka wypowiedzianych na pogrzebie: Lech Kaczyński był człowiekiem "Solidarności" przez 30 lat. I pozostał człowiekiem "Solidarności" także wtedy, gdy pełnił wysokie funkcje państwowe i kiedy był prezydentem Rzeczypospolitej. Pamiętajcie o nim, bo jego misja wskazuje na to, że idea "Solidarności" trwa, jest nieśmiertelna.
Jej przesłanie to wolność - i ta odnosząca się do wspólnoty, wolność narodu, i indywidualna wolność od opresji, od przymusu, a więc wolność od czegoś, czego nie akceptujemy - ale także wolność do uczestnictwa, do współdziałania, do współdecydowania.
"Solidarność" była ruchem republikańskim. To była w tych dawnych czasach republikańskość specyficzna, skupiona wokół zakładu pracy, skupiona na solidarności między zakładami, między zawodami, między grupami społecznymi. Nie mogło być inaczej, bo tak wyglądała struktura społeczna realnego socjalizmu. Ale to była właśnie republikańskość.
I dziś mamy sytuację, którą można opisać tak: jest w Polsce wolność, ułomna, z przywilejami dla jednych, z dyskryminacją dla innych, ale jest. Pozostaje natomiast to republikańskie wyzwanie.
"Solidarność" była i jest ruchem, który nigdy nie wstydził się słowa "naród". Była i jest ruchem narodowym, nigdy nie wstydziła się polskości. Była z niej dumna, tak jak była dumna z siebie, była i jest. Stała się jednym z dwóch największych ruchów społecznych w dziejach świata, obok ruchu Gandhiego był to drugi największy ruch społeczny w dziejach świata.
Była zaprzeczeniem, przy wszystkich swoich grzechach i ułomnościach, tego zarzutu, który jest tak często nam, Polakom, stawiany, że nie potrafimy się organizować. Tylko ktoś, kto zupełnie nie zna życia społecznego, może powiedzieć: ot tak 10 mln ludzi się zorganizowało. Nie, to nieprawda, to wymagało ogromnej inwencji, postawy prospołecznej, wielkich zdolności organizacyjnych, ogromnej dyscypliny. To było wielkie dzieło. Musimy o tym pamiętać. I musimy być z tego dumni po dziś dzień.
Ale "Solidarność" mogła powstać także dzięki rewolucji moralnej, dzięki temu, że w tamtych dniach miliony Polaków odrzuciły opresję, zło, to wszystko, co ich uwierało, i odrzuciły oszustwo, manipulację.
Wszyscy, którzy pamiętają tamte dni, znakomicie pamiętać muszą także to, jak często posługiwano się wtedy pojęciem "manipulacja". Nie wolno ludźmi manipulować, nie wolno ludzi oszukiwać. Nie wolno zmieniać znaczenia słów, bo to też jest manipulacja - a tak często się z nią spotykamy i na tej sali.
I była "Solidarność" ruchem, który jasno i wyraźnie zażądał obecności religii - religii katolickiej przede wszystkim, bo ogromna większość Polaków jest katolikami - w życiu publicznym. I uzyskał to, co było w ówczesnym komunistycznym świecie prawdziwym ewenementem; nawet w czasie stanu wojennego tego nie wycofano - była msza w radiu, rozwijała się prasa katolicka. Trzeba także o tym pamiętać.
Koniecznie pamiętać trzeba także i o czymś innym. Jeśli mówimy o wspólnocie, o solidarności, która ją spaja, to musimy iść ku temu, co tę solidarność buduje. A tym czymś jest empatia, umiejętność wczucia się w sytuację innego człowieka, także tego, któremu jest gorzej.
"Solidarność" była wielkim buntem przeciwko społecznej niesprawiedliwości, przeciwko często haniebnemu traktowaniu pracy i pracowników. Była domaganiem się, by prawa pracownicze były przestrzegane. O tym wielu zapomniało już dawno, a tym bardziej dziś, po 30 latach. Musimy sobie jasno powiedzieć, że pomyślność narodów wyrasta z pracy, że praca nie jest czymś, co można traktować jako koszt, który należy redukować. A prawa pracownicze to nie jest coś, co jest kosztem nieuzasadnionym. Bo tak dzisiaj wielu głosi.
Musimy pamiętać o tym, że prawa pracownicze, umowa o pracę, ubezpieczenia, prawa wolnych związków zawodowych są taką samą częścią naszej cywilizacji, jak np. spółka akcyjna czy spółka z ograniczoną odpowiedzialnością, jak akcja, giełda - instytucje, które zdołały stworzyć współczesny kapitalizm i gigantyczny sukces gospodarczy ludzkości w ciągu ostatnich dwóch wieków. Że to jest całość naszej cywilizacji, że kto podnosi rękę na tę instytucję, ten kopie grób tej całości, na którą składa się demokracja, wolny rynek i właśnie prawa pracownicze.
To, o czym mówię, nie odnosi się do jakiejś abstrakcji czy do wydarzeń, które niekiedy mają miejsce w naszym kraju. Może nie niekiedy, może nawet często. To jest przecież wyzwanie rzucone dzisiaj naszej cywilizacji w skali globalnej.
"Solidarność", broniąc wolności, broniąc praw pracowniczych, zawsze odwoływała się do narodu, do patriotyzmu. Ale to była specyficzna wersja patriotyzmu. To był patriotyzm nadziei, ale przede wszystkim odwagi: stworzyć tego rodzaju organizację w środku komunistycznego imperium, zawrzeć porozumienie, którego istotą była zmiana ustroju. To wymagało wielkiej odwagi. I ta sprawa, już wtedy, 30 lat temu, stała się, także w Stoczni, przedmiotem sporu. Przybyła tam grupa ludzi o znanych nazwiskach, z autorytetem, ludzi - w żadnym razie tego nie kwestionuję - najlepszej woli. Ale mieli oni inny plan, mieli plan kompromisu, który w istocie, gdyby go realizować, okazał się pozorem, który szybko by się rozwiał.
Mój śp. brat miał wtedy zadanie, które było wielkim zaszczytem - reprezentował robotniczą polską odwagę wobec tych ludzi, rozmawiał z nimi, choć przecież sam robotnikiem nie był, ale rozmawiał w imię tych robotniczych, odważnych racji.
Robotnicy chcieli więcej i historia przyznała im rację. "Solidarność" zmieniła Polskę, "Solidarność" zmieniała Europę, "Solidarność" zmieniła świat.
Mówię o tym dlatego, że ten spór trwa, trwa przez całe ostatnie 30-lecie, w tym i 21-lecie polskiej niepodległości. Widać go także szczególnie mocno w ostatnich miesiącach. I niejeden raz w historii okazywało się, że chcieć więcej, być bardziej odważnym - to realizm. A chcieć mniej i być bardziej ostrożnym - to droga w istocie do straty wszystkiego, do kapitulacji.
Ja wierzę, że obchody 30-lecia "Solidarności" przyczynią się do umocnienia tego patriotyzmu, odwagi i nadziei, patriotyzmu wielkości. I tego wam życzę.
Niech żyje to hasło: "Chcemy więcej". Niech żyje "Solidarność"!"
Pozdrawiam